Granice emocjonalne- cienka linia między bliskością a samopoświęceniem

Bliskość z drugim człowiekiem może być jednym z najpiękniejszych doświadczeń w życiu. To w relacjach czujemy, że żyjemy naprawdę, że jesteśmy widziani, rozumiani i kochani. Ale bywa też, że pragnienie bliskości staje się źródłem cierpienia.

Granice emocjonalne- cienka linia między bliskością a samopoświęceniem


Bliskość z drugim człowiekiem może być jednym z najpiękniejszych doświadczeń w życiu. To w relacjach czujemy, że żyjemy naprawdę, że jesteśmy widziani, rozumiani i kochani. Ale bywa też, że pragnienie bliskości staje się źródłem cierpienia. Zamiast wzajemności, pojawia się poświęcenie. Zamiast współodczuwania, zlanie się z emocjami drugiej osoby. I zanim się zorientujesz, granica między „ja” a „ty” zaczyna się rozmywać. Wtedy możesz poczuć, że mimo emocjonalnego zaangażowania, coraz bardziej tracisz siebie.

Kiedy troska staje się utratą siebie


W gabinecie często spotykamy osoby, które mówią: „Ja po prostu za bardzo czuję, za bardzo się przejmuję”. To co słyszalne jest o emocjonalnym wyczerpaniu, a to co ukryte, co pod spodem, to cichy lęk przed odrzuceniem. Zgodnie z nurtem terapii ISTDP wiemy, że wiele naszych trudności emocjonalnych wynika z nieuświadomionego konfliktu między potrzebą bliskości, a lękiem przed utratą kontroli czy autonomii.

Gdy w dzieciństwie doświadczaliśmy bliskości, która oznaczała rezygnację z siebie, dostosowywanie się, tłumienie emocji, przewidywanie nastroju naszych bliskich, to w dorosłym życiu możemy mylić miłość z poświęceniem. Takie „nadmierne dawanie” nie jest wynikiem siły, lecz raczej próby uniknięcia lęku, dotyczącego tego, że jeśli przestanę dbać o innych, zostanę sam. Wtedy zaczynamy kochać kosztem siebie. Oddajemy czas, energię, emocje. Aż pewnego dnia przychodzi pustka. Przychodzi też smutek, czasem złość na siebie za to, że znowu „za bardzo”.

Granice jako akt miłości, nie egoizmu


Być może zadajesz sobie pytanie: „Czy to egoistyczne, że chcę zadbać o siebie?”. Wiedz, że zdrowa granica emocjonalna nie oddziela od innych, ale pozwala pozostać w kontakcie z własnym sercem, w obecności drugiego człowieka (A. Abbas). Granice nie służą temu, abyś obudować się murem. Stają się mostem, dzięki czemu w relacji pozwalają spotkać się naprawdę, bez konieczności rezygnacji z siebie.

Oznacza  to, że mogę współczuć komuś w bólu, ale nie muszę go dźwigać. Mogę słuchać bez wchodzenia w rolę wybawiciela. Mogę powiedzieć „nie” bez poczucia winy. To właśnie w granicach rodzi się autentyczna bliskość — taka, w której mogę być sobą i jednocześnie być z Tobą.

Lęk przed utratą miłości


W pracy z emocjami często odkrywamy, że trudność w stawianiu granic wynika nie z braku siły, ale z lęku. Lęku, że jeśli się oddzielę, zostanę opuszczony. Ten lęk może mieć korzenie w dawnej relacji z rodzicem, który był emocjonalnie nieprzewidywalny, zbyt wymagający lub nieobecny. Wtedy dziecko, by przetrwać, uczy się tłumić własne potrzeby i dostosowywać.

Jak mówi Patricia Coughlin, „każdy z nas nosi w sobie konflikt między miłością a lękiem, który wyraża się w tym, jak blisko pozwalamy sobie być z innymi”. Kiedy lęk jest silny, możemy zrezygnować z siebie, byle tylko nie stracić więzi. Ale to właśnie wtedy więź staje się pozorna bo bez autentycznego „ja” nie ma prawdziwej bliskości.

Powrót do siebie


W terapii ISTDP uczymy się rozpoznawać, co dzieje się w naszym ciele i emocjach, gdy granice się rozmywają. Może to być napięcie w brzuchu, ścisk w klatce piersiowej, poczucie winy, gdy mówimy „nie”. Te sygnały są jak drogowskazy i pokazują, że jakaś część nas próbuje się ochronić.

Zamiast potępiać siebie za „brak asertywności”, możemy z ciekawością przyjrzeć się temu, czego się boimy.

Czy to lęk przed odrzuceniem?

Przed konfliktem?

A może przed tym, że jeśli zadbam o siebie, ktoś się odwróci?

Dopiero gdy odważymy się poczuć te emocje, lęk, smutek, czasem gniew, możemy naprawdę zrozumieć, co nami kieruje. I wtedy zaczyna się proces odzyskiwania siebie.

Bliskość bez utraty


Ustalanie granic nie jest końcem miłości. To jej początek. To moment, w którym uczymy się być razem z drugim człowiekiem z miejsca wolności, a nie z przymusu. Gdy pozwalamy sobie czuć i rozumieć własne emocje, bliskość staje się spotkaniem dwóch odrębnych, ale połączonych serc.

Granice emocjonalne to nie mur przed światem, ale drzwi, które możemy otwierać i zamykać w zgodzie z sobą. To sposób, by być w relacji  nie kosztem siebie, lecz z sobą.

Jak mówił Davanloo, „wolność emocjonalna nie polega na odcięciu się od uczuć, ale na zdolności ich pełnego doświadczania w kontakcie z innymi”.

I właśnie wtedy, gdy przestajemy się poświęcać, a zaczynamy naprawdę czuć, pojawia się przestrzeń na prawdziwą, dojrzałą bliskość,  taką, która nie wymaga utraty siebie, by móc kochać.

 

Izabela Kaczmarek